„Wiesz, jaka ona jest” – mawiał.
W międzyczasie prowadziłem wymagającą agencję marketingową w Nowym Jorku, pracowałem do późna w nocy, żeby utrzymać firmę na powierzchni, a potem wracałem do domu, gdzie traktowano mnie jak niewyczerpane źródło dochodu.
Kiedy oddzwonił, odebrałem, nie z poczucia obowiązku, ale z ciekawości.
„Upokorzyłeś ją” – powiedział. „Ludzie się na nas gapili”.
„Cieszę się, że choć trochę to poczuła” – odparłem.
Zatrzymał się, ale potem odzyskał spokój. „Napraw to. Zadzwoń do banku. Nie traktuje się tak rodziny”. Wyprostowałem się. „Powiedzmy sobie jasno, Anthony. Ona nigdy nie tknie ani jednego dolara, który zarobię”.
Po czym się rozłączyłem.
Zablokowałem jego numer – i wszystkie kolejne próby – aż cisza w moim mieszkaniu wydała mi się zasłużona.