Plantacja Callahan położona była na wysokich urwiskach z widokiem na rzekę Missisipi, 24 kilometry na południe od Nachez, na ziemi uważanej wówczas za najżyźniejszą na Południu. Główny dom był neoklasycystyczną rezydencją, którą mój ojciec wybudował w 1835 roku. Dwupiętrowy, bielony ceglany budynek wyróżniał się imponującymi kolumnami doryckimi, przestronnymi galeriami na obu poziomach i wysokimi oknami, przez które wpadała bryza znad rzeki.
Wewnątrz, z 5-metrowych sufitów zwisały kryształowe żyrandole, importowane meble wypełniały pomieszczenia wystarczająco duże, by pomieścić stuosobową salę taneczną, a perskie dywany pokrywały polerowane sosnowe podłogi. Za głównym domem znajdowała się tętniąca życiem plantacja: odziarniarka bawełny, kuźnia, warsztat stolarski, wędzarnia, pralnia, kuchnia, dom zarządcy, a poza tym wszystkim, pomieszczenia mieszkalne.
Rzędy małych chat mieściły 300 niewolników w warunkach, które jaskrawo kontrastowały z luksusem rezydencji. Dorastałem w świecie ogromnego bogactwa, zbudowanego na skrajnej brutalności, choć jako dziecko nie do końca rozumiałem jego konsekwencje.
Uczyłem się w domu, korzystając z pomocy nauczycieli zatrudnionych przez mojego ojca. Byłem zbyt wątły, by znieść trudy szkoły, zbyt chorowity, by mieszkać w internacie, do którego uczęszczali synowie innych właścicieli ziemskich. Studiowałem więc grekę i łacinę, matematykę i literaturę, historię i filozofię w zaciszu biblioteki mojego ojca.
W wieku 19 lat miałem 170 cm wzrostu, wzrost chłopca w pełni dojrzewającego, a nie młodego mężczyzny. Byłem szczupły, ważyłem około 50 kg, a moje kości były tak kruche, że dr Harrison kiedyś opisał mnie jako ptasią. Moja klatka piersiowa była lekko zapadnięta, co lekarze nazywają klatką piersiową lejkowatą, a co było wynikiem żeber, które nigdy nie uformowały się prawidłowo. Moje ręce nieustannie się trzęsły, a to drżenie utrudniało mi wykonywanie prostych czynności, takich jak pisanie, trzymanie kubka i koncentracja.
Mój wzrok był fatalny, wymagał grubych okularów, które powiększały moje niebieskie oczy do niemal komicznych rozmiarów. Bez nich świat był niewyraźny. Mój głos nigdy nie zniżył się do końca, pozostając w niezręcznej pozycji pomiędzy chłopcem a mężczyzną. Moje włosy były cienkie i jasnobrązowe, a przerzedzały się już w młodym wieku. Moja skóra była blada, niemal przezroczysta, a każda żyłka była widoczna.
Ale najgorszą rzeczą, tą, która ostatecznie przypieczętowała mój los, był całkowity brak męskiego rozwoju. Nie miałem zarostu, jedynie kilka cienkich kosmyków nad górną wargą, które goliłem bardziej z nadziei niż z konieczności. Moje ciało było bezwłose, gładkie jak u niemowlęcia, a badania lekarskie potwierdziły podejrzenia mojego ojca: moje narządy rozrodcze były poważnie niedorozwinięte, co czyniło mnie bezpłodnym.
Badania rozpoczęły się wkrótce po moich osiemnastych urodzinach, w styczniu 1858 roku. Ojciec zaaranżował mi spotkanie z potencjalną żoną, Marthą Henderson, córką bogatego właściciela ziemskiego z Port Gibson.
Spotkanie było katastrofą. Martha spojrzała na mnie i nie mogła ukryć obrzydzenia. Rozmawiała grzecznie przez dokładnie 15 minut, po czym przyznała się do bólu głowy i wyszła. Słyszałem, jak mówiła do mojej matki, kiedy wychodzili: „Ojciec nie może na serio oczekiwać, że wyjdę za mąż za tego… tego chłopaka. Wygląda, jakby miał się złamać na pół w noc poślubną”.
Po tym upokorzeniu ojciec zadzwonił do doktora Harrisona. Doktor Samuel Harrison był najbardziej szanowanym lekarzem w Nachez, mężczyzną po pięćdziesiątce z dyplomem z Yale, specjalizującym się w tym, co nazywał zdrowiem mężczyzn i dziedzicznością. Przybył na plantację Callahana w wilgotny lutowy poranek, niosąc skórzaną torbę lekarską i demonstrując kliniczny dystans.
Ojciec zostawił nas samych w swoim gabinecie. Doktor Harrison kazał mi się całkowicie rozebrać, a następnie poddał mnie najbardziej upokarzającej godzinie mojego życia. Zmierzył mój wzrost, wagę, obwód klatki piersiowej i długość kończyn. Zbadał każdy centymetr mojego ciała, robiąc notatki w małym skórzanym notesie. Zwrócił szczególną uwagę na moje pachwiny, manipulując moimi niedorozwiniętymi jądrami i komentując na głos ich rozmiar i strukturę.
„Znacznie poniżej normy” – mruknął, pisząc. „Wygląd i struktura skóry przed okresem dojrzewania. H.”
Kiedy skończył, kazał mi się ubrać i zawołał ojca z powrotem do pokoju.
„Sędzio Callahan” – powiedział dr Harrison, rozsiadając się w skórzanym fotelu. „Będę bezpośredni. Stan pańskiego syna to nie tylko wada konstytucjonalna. On cierpi na to…